<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Lekceważą swoje obowiązki">
<author_1="Maria Witek">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-10">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
1 marca ubiegłego roku otrzymałam z Ubezpieczalni Społecznej miasta Chorzowa do wypełnienia formularz w sprawie podwyższenia renty. Formularz ten wypełniony przez administrację PGR-u w Maciejkowicach, gdzie byłam zatrudniona, odniosłam do Ubezpieczalni Społecznej w Chorzowie do pokoju nr 116. Urzędnik przeczytał go i powiedział, że do trzech miesięcy dostanę wiadomość i że renta na pewno będzie podwyższona i jeszcze otrzymam wyrównanie. Kiedy minęły trzy miesiące poszłam się zapytać jak przedstawia się moja sprawa. Po przeszukaniu akt oświadczono mi, że formularz był źle wypełniony i przesiano go z powrotem do PGR — Maclejkowice i na razie nie ma odpowiedzi. Udałam się więc do Maciejkowic, ale sekretarz oświadczył, że nic z Ubezpieczalni Społecznej nie otrzymał i gdyby coś nadeszło to sam by mi powiedział. Idę znów do Chorzowa. Tam dano mi nowy formularz do wypełnienia, bo poprzedni gdzieś zaginął. Drugi raz wypełniony formularz przez administrację PGR-u Maciejkowice odniosłam do Ubezpieczalni Społecznej i złożyłam go w tym samym pokoju nr 116. Przy oddaniu prosiłam urzędnika o dokładne przejrzenie, by nie było znów tyle kłopotu co z pierwszym. Urzędnik przeczytał formularz i powiedział: dobrze wypisane, w porządku, za 6 tygodni dostaniecie pieniądze. Ale te 6 tygodni zamieniły się w cały rok. Po roku z pokoju 116 posłano mnie do pokoju nr 25, a tam akta gdzieś przepadły. Nie powiedziano mi tego od razu. Najpierw oświadczono, że sprawa jeszcze nie gotowa, drugi raz znów, że papiery są wysłane. Kiedy byłam trzeci raz urzędnik nie miał czasu szukać, zapisał tylko moje imię i nazwisko. Nie mogłam dłużej chodzić do Chorzowa, poprosiłam szwagra żeby się dowiedział.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
